Szycie na miarę

W ofercie specjalnej Retbike istnieje możliwość uszycia odzieży motocyklowej według indywidualnych wymiarów klienta.

ROYALIŚCI 2010

Royaliści.pl

Ludzie:

Ola Teres - Operator filmowy, studentka III roku Wydziału Radia i
Telewizji Uniwersytetu Śląskiego. Zajmuje się dokumentem filmowym i
reportażem.

Grzegorz Ogonowski - Student V roku Socjologii w Collegium Civitas.
Przejechał w 2008 roku 11tys km z New Delhi w Indiach do Olsztyna na
motorze Royal Enfield. Realista, pełen wiary w ludzi, spokojny
człowiek.

Karol Modrzyński - Student V roku -Inżynierii Środowiska Politechniki
Gdańskiej. Przejechał w 2008 roku 11tys km z New Delhi w Indiach do
Olsztyna na motorze Royal Enfield.
Jakub Grzesiak - Student wydziału Architektury i Urbanistyki
Politechniki Gdańskiej. Podróżnik, niepoprawny optymista. Na 2 kółkach
jeździ odkąd sięga pamięcią. Pierwsza maszyna- radziecki motorower,
obecnie szczęśliwy posiadacz Hondy Transalp xl 600V.

Filip Pietrzak - Student V roku Wydziału Zarządzania Politechniki
Gdańskiej. Medalista mistrzostw Świata, Europy i Polski w żeglarstwie.
Przed wyprawą był na 2 miesięcznym wolontariacie w Indonezji.

Michał Rytel - Operator filmowy, student V roku Wydziału Radia i
Telewizji Uniwersytetu Śląskiego. Laureat kilku nagród filmowych m.
in. "Doliny Kreatywnej", konkursu Telewizji Polskiej S.A., Konkursu
Filmów Reklamowych Kodaka, Stypendysta Fundacji "Dam radę".

Bartek Świderski - Student reżyserii w Mistrzowskiej Szkole Reżyserii
Filmowej Andrzeja Wajdy. Laureat Konkursu Filmów Reklamowych Kodaka.

Grzegorz Kusiorski - Student Wydziału Medycyny Weterynaryjnej UW-M w
Olsztynie. Fotoamator, członek Studenckiej Agencji Fotograficznej
"Jamnik". W podróżowaniu na dwóch kółkach rozsmakował się podczas
wypraw rowerowych po Szwecji.

Pomysł:

Kupno motocykli Royal Enfield Bullet 350cc w Indiach, zwiedzenie
północnej części tego kraju oraz Nepalu. Przejazd jedną z najwyżej
położonych dróg na świecie - Khardung La (5359m n.p.m.). Zdobycie
najwyżej położonego na świecie jeziora - Tilicho Lake (4949m n.p.m.).
Powrót na motocyklach do Polski przez Pakistan, Iran, Turcję,
Bułgarię, Rumunię, Węgry i Słowację.

Efekty:

Etap I
Bierzemy urlopy dziekańskie na studiach i szukamy pracy by zarobić na
4 miesiące życia w podróży. Jedni pracują w Polsce, inni w Anglii.
Każdy ma dodatkowe zadania zwiazane z wyprawą. Grzechu zgłębia budowę
i zasady działania Bulleta. Karol przygotowuje plan podróży, szuka
miejsc wartych odwiedzenia. Filip z Gruberem i Kusiorem na emigracji
zajmują się budową strony internetowej, pozyskiwaniem patronów
medialnych i sponsorów przez internet. Ola z Michałem i Bartem szukają
sponsorów na miejscu i reprezentują grupę na wszelkich spotkaniach w
kraju. Efekty naszej pracy przechodzą nasze oczekiwania. Pozyskujemy
patronów medialnych w postaci Świata Motocykli, Onet.pl, TVP Olsztyn,
Globtroter.tv, oraz sponsorów - firmy Ret Bike, Hi-tec, Marushin i
Touratech. W realizacji przedsięwzięcia pomagają nam także: Travelbit,
ParaMedica i Digitech. Jesteśmy już prawie gotowi do drogi. Prawie, bo
ekipa filmowa musi jeszcze wywiązać się z wcześniej podjętych
zobowiązań. Postanawiamy jechać w piątkę, filmowcy dolecą w
późniejszym terminie.

Etap II
15 marca lądujemy w Delhi. Według planu mamy 3 tygodnie na znalezienie
5 motocykli i przygotowanie ich do drogi. Udaje nam się to zrobić w 8
dni. W związku z tym wyruszamy do Nepalu, by tam wyjść w góry na
trekking wokół szczytów Annapurna. Zdobywamy Tilicho Lake (4919m
n.p.m), pokonujemy przełęcze Thorong La (5416m n.p.m.). Wędrówka po
nepalskich himalajach zajmuje nam ok. 2 tygodni. W sumie w Nepalu
spędzamy miesiąc. Przed wyjazdem okazuje się, że Indie wprowadziły
niedawno prawo, które mówi, że po wyjeździe z kraju powrócić można nie
wcześniej niż po 2 miesiącach. Oznacza to, że powinniśmy spędzić
jeszcze jeden miesiąc w Nepalu, a nie mamy na to czasu. Ekipa filmowa
już czeka na nas w Delhi! Urzędnicy nie chcą nam wydać pozwolenia na
wcześniejszy wjazd do Indii. Zostaje nam tylko jedno, zgrywanie
nieświadomych na granicy, z nadzieją, że to pomoże nam przejechać. Jak
się okazuje to nie my byliśmy nieświadomi, tylko strażnicy graniczni.
Nawet nie wspomnieli o nowym prawie!
W drodze do i z Nepalu przemierzamy niecałe 3 tysiące kilometrów, to
dobry sprawdzian dla naszych maszyn. Nie mamy żadnych kłopotów. W
Delhi robimy serwis motocykli i udajemy się do Rishikeshu, gdzie
spotykamy się z ekipą filmową. Od tej chwili będziemy w osiem osób na
siedmiu motocyklach przemierzać drogi Kaszmiru i krainy Ladakh.

Etap III
Wszelkie przewodniki po Iniach, które udało nam się zdobyć, pisały o
Kaszmirze mniej więcej tyle: "Kaszmir jest piękną krainą Indii, lecz
ze względu na duże niebezpieczeństwo zamachów i porwań odradzamy
zapuszczanie się w tamte strony." Postanowiliśmy przemknąć tamtędy
szybko i po cichu, wszak chcieliśmy wrócić do domu bez traumatycznych
wspomnień. Nie udało nam się...przemknąć, bo o traumatycznych
wspomnieniach w ogóle nie było mowy! Srinagar, letnia stolica
Kaszmiru, zachwycił nas zielenią i mieszkaniami na wielkich łodziach.
Ludzie okazali się przyjaźni i zyczliwi. Zostaliśmy tam na tydzień.
Już się tak nie spieszyliśmy. Za Srinagarem zaczęło się robić
górzyście, pojawiły się pierwsze przełęcze. Musieliśmy się szybko
nauczyć jeździć po śniegu, pokonywać głębokie kałuże i wartkie
strumienie płynące w poprzek, a czasem wzdłuż drogi. Dotarliśmy do
miasta Leh - bazy wypadowej dla fanów gór i motocyklistów chcących
wjechać na Khardung La ( 5359 m n.p.m. ). Zdobycie przełęczy zajęło
nam jeden dzień. Nie bez przygód, bo zanim zjechaliśmy w dół,
musieliśmy wymienić linkę gazu u Kuby i poprawić kable u Filipa.
Pomimo to wspomnienia mamy wyśmienite. Wyruszyliśmy także na trekking
- Grzechu z Karolem i Kubą próbowali zdobyć szczyt Stok Kangri ( 6153
m n.p.m. ), Ola z Michałem, Bartem i Kusiorem zamierzali przejść przez
przełęcz Stok La. Żaden z planów się nie powiódł ze względu na bardzo
złe warunki pogodowe i pokrętne, nieoznakowane szlaki, choć i te
chwile zaliczamy do udanych! Z Leh czekała nas ciężka droga do Manali.
Niektóre z przełęczy były jeszcze zasypane śniegiem i wiele osób
musiało zawrócić w pół drogi i zrezygnować z próby dotarcia do Manali
od strony północnej. My byliśmy zdeterminowani i pomimo braku gotówki
i benzyny udało nam się pokonać tę trasę jako pierwszym motocyklistom
jadącym od strony północno-zachodniej. Byliśmy z siebie dumni, choć
spokoju nie dawała nam myśl, że aby to osiągnąć przedłużyliśmy nasz
pobyt w Indiach od wcześniej zakładanego o ponad miesiąc. W tym czasie
w centralnej części kraju zaczęła się już niekorzystna dla nas pora
monsunowa. Liczymy czas i pieniądze, staramy się ocenić nasze szanse
na powrót do domu na dwóch kółkach. Okazuje się, że rząd Pakistanu
wstrzymał wydawanie wiz dla polaków ze względów bezpieczeństwa.
Alternatywą jest przejazd przez Chiny, lecz to pochłonęłoby za dużo
pieniędzy i również jest niepewne. Pozostaje jeszcze opcja
przepłynięcia promem z Indii do Iranu, co podczas monsunu graniczy z
cudem. Kusior jako pierwszy podejmuje smutną decyzję, sprzedaje
motocykl w Manali i rezerwuje bilet lotniczy do domu. W Delhi w ślad
za nim idzie Kuba. Reszta także decyduje się na powrót samolotem, lecz
postanawia wysłać motocykle do Polski drogą morską. Jedynie Michał z
Olą nie dają za wygraną. Ładują swoją maszynę do pociągu relacji Delhi
- Bombaj i wyruszają w poszukiwaniu promu, który zabrałby ich do
Iranu. Chłopaki lądują w Polsce kiedy Michał próbuje znaleźć drogę do
domu. Po tygodniu przychodzi od Niego wiadomość. Teoretycznie można
nadać motocykl drogą morską do Iranu, ale samemu trzeba by było
polecieć tam samolotem, gdyż promy pasażerskie zostały na czas monsunu
wstrzymane. Czas oczekiwania na motocykl w Iranie jest bliżej
nieokreślony. Nie ma też pewności, że maszyna zostanie wpuszczona do
kraju. Bez karnetu "de passage" trzeba się sporo nagłowić, żeby można
było tamtędy przejechać. Cały plan wydaje się zbyt ryzykowny, Michał
postanawia więc wrócić do Delhi i wysłać motocykl do domu. Po kilku
dniach wsiadają z Olą do samolotu i lądują w Warszawie. Znów jesteśmy
wszyscy razem - cali, zdrowi, szczęśliwi! Każdy ze sporym bagażem
doświadczeń i pomysłami na kolejne wyprawy. Początkowo fakt, że nie
wróciliśmy do domu na motocyklach traktowaliśmy jako porażkę. Jednak z
każdym dniem spędzonym w domu z rodziną i przyjaciółmi coraz bardziej
docenialiśmy to, co udało nam się osiągnąć.

Dziękujemy serdecznie za wsparcie, jakiego udzieliła nam firma
RetBike! Bez Was jazda po serpentynach Himalajów zamieniła by się w
mordęgę. Zestaw Ret Explorer chronił nas przed upałem w centralnych
częściach Indii i Nepalu, jak i mrozem na północy, podczas pokonywania
wielu zaśnieżonych przełęczy. Gdyby nie Wasza odzież, niewiele by z
nas zostało!